Miasta są dla ludzi, nie dla słoni

Czas czytania w minutach:2

Trafiłem na nienowy, ale bardzo ciekawy wywiad z Janem Gehlem, duńskim urbanistą. Jest wielkim zwolennikiem oddawania miast mieszkańcom, tworzeniem parków, zamykaniem ulic dla samochodów. Mówi, że miasta się popsuły z dwóch powodów – modernizmu i motoryzacji.

W modernizmie, który rozwinął się po II wojnie, ważne były pojedyncze budynki, a nie całe miasta. Dlatego, jak mówi Gehl, współczesne miasta wyglądają, jakby były stworzone dla słoni, nie dla ludzi. Nie zwracano uwagi na skalę, odległości są zbyt duże. Tymczasem architektura powinna, zdaniem urbanisty, uwzględniać biologiczne cechy człowieka, który chodzi z prędkością 5 km/h.

Motoryzacja to drugi winowajca popsutych miast. Boom motoryzacyjny lat 50 i 60 spowodował, że miasta zaczęto projektować tak, by nie były przyjazne dla ludzi, ale dla samochodów. W wielu miejscach trwa odwrót od tej filozofii.

Przede wszystkim zmniejsza się ruch samochodowy w  miastach redukując miejsca parkingowe. Gehl podaje przykład Kopenhagi, gdzie jest najmniej miejsc parkingowych w całej Europie. Oczywiście te miejsca ograniczano o kilka procent rocznie przez wiele lat, nie gwałtownie, dając mieszkańcom czas na przystosowanie się. Dzisiaj w Kopenhadze dominuje transport rowerowy (36 proc.) i publiczny (33 proc.). Samochody stanowią tylko 27 proc.  Na rowerach natomiast jeżdżą wszyscy, łącznie z księciem i premierem.

Bardzo polecam ten wywiad, w całości jest dostępny tutaj. A gdyby ktoś szukał pomysłu na prezent gwiazdkowy dla mnie, to bardzo chciałbym książkę „Życie między budynkami” Jana Gehl’a, ale z szybkiego researchu wynika, że  to może być trudne do zdobycia.

I jeszcze filmik pokazujący, jak w Danii kochają rowery:

zdj. Wikipedia

Ostatnie wpisy

Archiwa

  • maciek

    Ciekawy jestem, kiedy będzie jakieś przesilenie jeśli chodzi o ruch samochodów w dużych miastach. Bo wydaje mi się, że zbliżamy się do jakiegoś punktu krytycznego.
    Jednak dopóki nie poprawi się (i to znacznie) jakość komunikacji miejskiej chyba nie ma szans, żeby i u nas ludzie tak chętnie zostawiali swoje samochody w domu. No i rowery, rowery!! Gdańsk idzie właśnie w tym kierunku 🙂

    • Rafal Sanecki

      Racja, pierwsze pomysły już się pojawiają, np. w Krakowie kiedyś rozważano, żeby w niektóre dni tygodnia do centrum wjeżdżały samochody z numerami rejestracyjnymi parzystymi, a w inne z nieparzystymi. Ale argumentem przeciw była własnie ta słaba wtedy komunikacja publiczna.
      Niektóre miasta myślą też o opłacie kongestyjnej, chyba napiszę o tym następną notkę
      A na rowery oprócz Gdańska stawia też Wrocław, który wyliczył, że teraz udział rowerów w ruchu ulicznym to 3 proc., ale w ciągu 5 lat chcą dojść do 10 proc. (http://www.wroclaw.pl/polityka_rowerowa_wroclawia.dhtml)