Jak się skontaktować z miastem?

Czas czytania w minutach:4

„Być może o tym nie wiedzą, trzeba to zgłosić” – powiedziała do mnie nieznana pani zaraz po tym, jak przejeżdżając rowerem przez ulicę zauważyłem wygiętą szynę tramwajową. Tak niefortunnie sterczała do góry, że z łatwością można było o nią zahaczyć czy przebić oponę samochodu. Stałem właśnie na chodniku i analizowałem sytuację, kiedy usłyszałem te słowa.

Mam takie dwie refleksje z tej sytuacji: przede wszystkim wielkie brawa dla tej pani, że się zainteresowała, że zauważyła i chciało jej się coś zrobić. W dodatku widziała, że ja tam jestem i coś robię w kierunku rozwiązania sytuacji, mimo to podeszła i zagadała. Wszystkim życzę takich aktywnych i zainteresowanych swoim miastem mieszkańców.

Druga refleksja to pytanie, kim są ci „oni”, których chciała poinformować ta pani? Skończyło się na telefonie na policję, ale czy na pewno to najlepszy adresat? Pewnie bardziej odpowiedni byłby telefon do MPK albo Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu, ale przecież nawet od najbardziej aktywnych mieszkańców nie można oczekiwać, że po pierwsze będą biegle rozpoznawać, kogo w danej sytuacji trzeba zawiadomić oraz że będą znać numer telefonu do tej instytucji. Jasne, jest numer 112, ale on służy przede wszystkim do informowania o sytuacjach zagrożenia życia, zdrowia lub mienia. Zatem gdzie dzwonić ze sprawami, które nie zagrażają życiu, ale je uprzykrzają?

Miałem dwie takie sprawy ostatnio – szkło na drodze dla rowerów i potrzeba instalacji progu zwalniającego na moim osiedlu. Gdzie to zgłosić? Mój pierwszy wybór to ZIKiT. Spodziewałem się na stronie internetowej wielkiego buttona z napisem „zgłoś sprawę” albo „co nam chcesz powiedzieć”. Założyłem, że przecież miejskie służby chcą się dowiedzieć, co jest w mieście nie tak, żeby móc szybko zareagować i nie musieć samemu szukać spraw do naprawienia, co przecież kosztuje. Miałem w głowie case aplikacji Street Bump, to jest w ogóle genialne. Instalujecie sobie aplikację w telefonie, włączacie ją podczas jazdy samochodem, a ona wyczuwa dziury w jezdni, które są raportowane do odpowiednich służb. Tu są ważne dwie rzeczy – niemal zerowy wysiłek dla mieszkańca, włączenie aplikacji zajmuje tylko chwilę. Za to miasto ma za darmo informację, gdzie są dziury w jezdni, nie musi ich szukać, tylko od razu naprawia.

Wracając do mojego Zikitu – nie było żadnego buttona, w który mógłbym po prostu kliknąć. Ba, nie było nawet adresu mailowego w rodzaju „interwencje”. Mało tego, nie było żadnego adresu mailowego. Jedynie kilkadziesiąt telefonów. No ale przecież rozeznanie się w numerach, zadzwonienie i opowiedzenie o swoim pomyśle ulepszenia przestrzeni jest bardzo wymagające od mieszkańca i raczej zniechęca. I może o to instytucjom zikitopodobnym chodzi, żeby nie musieć „użerać” się z setkami zgłoszeń. Moim zdaniem straszna szkoda, bo mieszkańcy to najlepsze źródło informacji. Skąd urzędnik z ZIKiT ma wiedzieć, że przy moim sklepie osiedlowym samochody tak szybko pędzą, że nie sposób przejść przez ulicę. W dodatku obok jest przedszkole, do którego rano rodzice z innych dzielnic odwożą swoje pociechy dodatkowo generując ruch? Pewnie kiedyś taka informacja dotrze do urzędu miasta, ale ja to już wiem dzisiaj i chętnie o tym napiszę na maila interwencyjnego. Tak, napiszę, bo w 21 wieku z takimi sprawami już się nie dzwoni. Dzwonić można na 112, gdy nam coś zagraża. Ale dzwonić z propozycją ulepszenia przestrzeni miejskiej? Trochę abstrakcja.

Bardzo fajne rozwiązanie mają w USA – numer 311. W odróżnieniu od 911, który jest odpowiednikiem naszego 112, służy do zgłaszania spraw non-emergency, czyli wszystkich, które nie zagrażają zdrowiu lub życiu. Funkcjonuje nawet zabawne powiedzenie, które pomaga odróżnić oba numery: Burning building? Call 9-1-1. Burning Question? Call 3-1-1, czyli Palący się budynek? Dzwoń na 911. Palący problem? Dzwoń na 311. W ogóle 311 to nie tylko numer telefonu, ale coraz częściej platforma do kontaktu z mieszkańcami – problemy można zgłaszać za pomocą aplikacji mobilnej albo przez www. Oczywiście jest pewien problem z mieszkańcami zgłaszającymi problemy – trzeba się nimi zająć, a z tym jest trochę roboty. Na przykład w San Francisco tylko w styczniu tego roku odebrano ponad 95 tys. zgłoszeń na 311. A miasto jest wielkości Krakowa, zobaczcie jaka skala. I chociaż to wspaniałe źródło informacji o mieście, ktoś to musi obrobić, nie zrobi tego jedna osoba, której dołożono do obowiązków obsługę zgłoszeń od mieszkańców. To musi być sztab ludzi, których przyjmowanie i obsługa takich zgłoszeń jest głównym zajęciem.

Tymczasem ja nie mogąc znaleźć maila na stronie ZIKiT napisałem na Twitterze do oficera rowerowego z prośbą o pomoc w kontakcie. Okazało się, że maila o progu zwalniającym mogę wysłać na ogólny adres mailowy sekretariat@zikit.krakow.pl, a w sprawie szkła na ścieżce rowerowej mam pisać do MPO Kraków. No niby to logiczne i ma sens, ale czy nie byłoby przyjemniej, gdyby był jeden mail, gdzie można zgłosić obie sprawy i nawet wygiętą szynę tramwajową?

zdj. miastamaniak

Ostatnie wpisy

Archiwa

  • Na fejsie jest w miarę sprawnie z odpowiedzią. Podrzuć im ten post, może… Zmienią coś na swojej stronie? 🙂

    • miastamaniak

      Podrzucę na fejsie, wyślę mailem i zadzwonię, że to zrobiłem 🙂