Jak najlepiej zbierać informacje od mieszkańców

Czas czytania w minutach:3

Nikt nie powie lepiej, co źle działa w mieście, niż jego mieszkańcy. Problem tylko, jak ich słuchać. Z jednej strony musi być łatwy i dostępny dla wszystkich system zgłaszania. Taki, który nie będzie się wiązał z dodatkowym dużym wysiłkiem. Z drugiej strony miasto musi zarządzić setkami czy tysiącami komunikatów. Musi bez zbytniego rozrostu biurokracji reagować na to, co mówią mieszkańcy, żeby ci drudzy widzieli sensowność zgłaszania. To niełatwe.

Są różne sposoby. W niektórych miejscach uruchamia się specjalne infolinie, jak np. 311 w USA albo warszawski 19115, gdzie można zgłaszać sprawy mniej pilne niż na tradycyjne numery alarmowe. Pisałem o tym tutaj. Inni uruchamiają aplikacje i strony, działające na podobnej zasadzie, jak np. Naprawmyto.pl. Tam użytkownicy zaznaczają na mapie miejsce występowania problemu, następnie taka informacja trafia bezpośrednio do urzędnika, który się danym tematem zajmuje. W każdej chwili można sprawdzić status zgłoszenia.

Wszystkie te systemy mają jednak jedną wadę – nie umożliwiają zbierania informacji na masową skalę, zawsze pokazują pewien wycinek rzeczywistości, sygnalizują jedynie potencjalny problem. Wiąże się to z wysiłkiem, jaki mieszkańcy muszą podjąć, żeby coś zgłosić, telefon albo mail to dodatkowa czynność, na którą albo nie ma czasu albo po prostu się o niej nie pamięta. Dlatego jestem wielkim zwolennikiem analizowania danych, które powstały przy okazji codziennych zachowań ludzi. Technika nam w tym pomaga, bo coraz więcej aplikacji monitoruje nasze życie, na co sami chętnie się godzimy z wygody.

Tak jest np. z aplikacją Strava, która służy do rejestrowania naszych aktywności fizycznych – biegania i jazdy na rowerze. To takie inne Endomondo, które mierzy tylko te dwie czynności. Ale ma dodatkowe funkcje jak np. możliwość sprawdzenia, gdzie w pobliżu nas ludzie uprawiają zwykle sport i jakie mają wyniki. Więc ta Strava doskonale wie, gdzie i jak ludzie się przemieszczają, ma mnóstwo informacji o nas. Zrobiła więc z tego produkt i sprzedaje dane o mieszkańcach samorządom, a te je bardzo chętnie kupują. Tak powstała Strava Metro.

Z usług firmy korzysta ponad 70 miast głównie w UK i USA. Strava Metro dostarcza niemal na żywo informacje o tym, jak ludzie się przemieszczają. Te dane można następnie analizować w różnych cyklach czasowych i wyciągać wnioski. Np. analizując zachowania rowerzystów, które są dużo bardziej wiarygodne niż deklaracje, można się dowiedzieć, które miejsca w mieście są szczególnie popularne, a których rowerzyści unikają. Na tej podstawie można planować budowę kolejnych dróg albo połączenia już istniejących. Nawet, jeśli wiadomo, co trzeba zrobić, takie dane mogą pomóc nadać priorytety inwestycjom.

Wiele miast widzi sensowność takiego podejścia, ale nie chce płacić firmom za takie usługi, bo wierzy, że jest w stanie osiągnąć to samo własnymi siłami. Jestem raczej sceptyczny z dwóch powodów – aplikacja musi mieć dobrą markę, żeby była używana masowo. Po drugie cały czas trzeba ją usprawniać, dodawać nowe funkcje czy aktualizować pod nowe systemy operacyjne. To może być trudne w podejściu przetargowym, jakie u nas panuje. Dużo łatwiej zaplanować stałą kwotę na zakup tego typu danych. Świat zmierza zresztą w kierunku płacenia za usługi i sharing economy, a odchodzi od posiadania rzeczy na własność. Są np. firmy, które oferują miastom wymianę systemu oświetlenia za darmo. Wymieniają je na bardziej oszczędne oświetlenie ledowe, a kwota jaką miasto zaoszczędzi na rachunkach elektrycznych staje się wynagrodzeniem tych firm. Miasta nie tylko nie muszą płacić za sprzęt, ale i mają gwarancję, że nie będą płacić więcej za energię niż płaciły dotychczas. To bardzo ciekawe i na pewno o tym napiszę, ale w osobnej notce.

zdj. Miastamaniak

Ostatnie wpisy

Archiwa