Druga szansa Las Vegas

Czas czytania w minutach:5

Pierwszy raz byłem w Las Vegas w sierpniu. Wtedy miasto wydało mi się nie do życia i czym prędzej, po jednej nocy, stamtąd uciekłem. Najlepsze wspomnienie to wspaniały występ Cirque de Soleil w show pt. Love (bardzo polecam, oparte na muzyce Beatlesów). Wszystko inne wydało mi się straszne – dzikie tłumy na ulicach, kasyna w każdym hotelu, pełne pijanych i palących ludzi. Nie bez znaczenia jest też to, że do Las Vegas przyjechaliśmy z żoną prosto z pięknej przyrody – najpierw byliśmy w Joshua Tree National Park, który trochę wyglądał jak inna planeta, potem zwiedzaliśmy Wielki Kanion, a chwilę przed Las Vegas jeszcze Zion National Park. Może chodziło o zbyt wielki kontrast między piękną, majestatyczną przyrodą (ej, ona naprawdę jest niesamowita w USA), a miastem nastawionym na rozrywkę, zabawę i hałas. Jednym słowem Las Vegas dostało wtedy minusa.

Ostatnio znów tam poleciałem, tym razem sam, na konferencję. I muszę powiedzieć, że tym razem miasto mi się spodobało. Okazało się, że cały ten gwar, hałas pijaństwo i rozpusta są tylko na jednej ulicy. Bardzo szybko można z tej ulicy zejść by trafić do normalnego, dużo bardziej przyjaznego miasta. I o nim chciałem wam dzisiaj opowiedzieć.

Za pierwszym razem do Las Vegas przyjechałem autem. Podróżowanie tam tym środkiem transportu to bajka. Las Vegas jest najbardziej przyjaznym miejscem dla samochodów chyba na całej planecie. Szerokie, wielopasmowe ulice pozawalają łatwo i szybko dotrzeć do celu. Wszędzie liczne i bezpłatne miejsca parkingowe, gdzie auto może stać tygodniami za darmo. Totalnie inny świat w porównaniu np. z San Francisco, gdzie znalezienie taniego i legalnego miejsca parkingowego wymaga ekwilibrystyki. Czyli jeśli zwiedzacie tę część USA samochodem i planujecie Las Vegas – polecam. Wyjątkiem są konferencje, jak np. CES, kiedy nagle do miasta, które ma 500 tys. mieszkańców, przylatuje dodatkowe 200 tys., którzy najczęściej poruszają się taksówkami, co całkowicie blokuje centrum miasta. Z tego powodu kilka razy decydowałem się przejść kilkukilometrowy odcinek między halami wystawienniczymi, bo chodzenie było szybsze, niż jazda jakimkolwiek środkiem transportu. I jeszcze taki tip – jeśli nie chce wam się szukać miejsca do parkowania, poszukajcie napisu VALET, zwykle znajduje się przed głównym wejściem do danego hotelu. Tam wysiadacie z samochodu, dajecie kluczyki portierowi, a on martwi się, gdzie postawić wasz samochód. Potem oczywiście go przyprowadzi.

Tym razem do LV jednak nie przyjechałem, a przyleciałem. Lotnisko jest w granicach miasta, dzięki czemu tanio można się z niego wydostać. Za dojazd do centrum zapłaciłem 20 dolarów. W ogóle jeśli nie macie swojego auta polecam poruszanie się Uberem (o którym pierwszy raz pisałem tutaj). Aplikacja jest dokładnie taka sama jak w Polsce i gwarantuje tańszy przejazd niż taksówki. Chyba, że akurat jest spore zapotrzebowanie, wtedy cena może skoczyć kilkukrotnie, ale o tym aplikacja was poinformuje. Nie ma problemu z dostępnością kierowców – nawet o czwartej rano, kiedy jechałem na lotnisko na powrotny lot, miałem możliwość wybrania jednego z kilku kierowców w okolicy. Swoją drogą jechałem z człowiekiem, który sprzedawał samochody od dziewiątej do siedemnastej, ale oprócz tego jeździł sobie Uberem od 4 rano. W ogóle w Stanach wielelokrotnie spotykałem ludzi, którzy mieli dwa etaty – jeden normalny ośmiogodzinny i jeden krótszy w innym miejscu. Wracając do Ubera – wylądujecie na jednym z dwóch terminali, oba mają specjalnie wyznaczone miejsca dla taksówek i car share i to tam powinniście się kierować. Jak włączycie aplikację Uber, to ona was pokieruje. Warto dodać, że Uber działa tam od niedawna, wcześniej przez protesty taksówkarzy firma nie miała wstępu do miasta.

Miałem farta być w hotelu Stratosphere, w którym znajdowała się najwyższa wieża w Las Vegas o wysokości 350 m z tarasem widokowym i restauracją na 270 m. Widok na miasto z tej wysokości jest imponujący. Dla mnie największym zaskoczeniem było to, że dookoła są tak wysokie, ośnieżone góry – Spring Mountains, których najwyższym szczytem jest Mt. Charleston o wysokości 3600 m. Drugim zaskoczeniem było to, że w Las Vegas dominuje niska zabudowa, poza jedną główną ulicą wszędzie są jednorodzinne domki, zresztą większość z basenami. A ta jedna ulica to The Strip, na której mieści się 15 z 25 największych na świecie hoteli. Np. taki Mirage, w którym byłem na Cirque do Soleil ma ponad 3 tys. pokoi, a MGM Grand prawie 7 tys. Swoją droga szukając tych liczb trafiłem na takie zdanie w Wikipedii:

Hotele w Las Vegas to w ogóle temat na osobną notkę. Przede wszystkim, jeśli nie ma akurat jakiejś wielkiej konferencji w mieście, to są bardzo tanie. W sierpniu zarezerwowaliśmy pokój za 25 dolarów za noc. Hotele do tego doliczają resort fee, która wynosi ok. 20 dolarów i obejmuje możliwość korzystania z basenu, internetu i innych atrakcji. Nie da się przed nią uciec, ale i tak cena 45 dolarów za noc w hotelu niemal luksusowym, to całkiem spoko. Polecam też aplikację Hotels.com i rezerwację noclegu w dniu przyjazdu – wtedy są najlepsze ceny.

To, co na pewno zdziwi każdego, kto pierwszy raz przekracza próg hotelu w Vegas, to wielkie kasyna. W zasadzie parter każdego hotelu jest kasynem, żeby przejść z recepcji do windy albo restauracji, trzeba kluczyć pomiędzy jednorękimi bandytami i stołami do ruletki. Przy okazji – wiecie, że te wajhy przy jednorękich bandytach to są atrapy? Teraz maszyny uruchamia się naciśnięciem guzika. W kasynach jest ciągle mnóstwo ludzi, nawet o 4 rano był spory tłumek. Wolno tam palić, ale o dziwno nie czuć za bardzo dymu – muszą mieć dobrą wentylację. Te niskie ceny hoteli są oczywiście po to, żeby zwabić klientów, którzy prawdziwe pieniądze wydadzą na hazard.

Jeśli wybieracie się do Las Vegas to na początku możecie być przytłoczeni liczbą ludzi, krzykliwych i świecących neonów i hałasu. Ale wystarczy tylko odejść kilkadziesiąt metrów od głównej ulicy albo wjechać na wieżę hotelu Startosphere, popatrzeć na piękne góry i nabrać odpowiedniej perspektywy.

zdj. miastamaniak

Ostatnie wpisy

Archiwa