Czemu akcja „daj znak” jest zła

Czas czytania w minutach:3

Gdzie tu logika: w styczniu na Śląsku doszło do 100 zdarzeń na przejściach dla pieszych. Zginęło 10 osób, w tym aż 9 to piesi. 80 zdarzeń powstało z winy kierowców, tylko 9 z winy pieszych. Główną przyczyną wypadków było nieustąpienie pieszemu pierwszeństwa na pasach. Jaki jest pomysł policji na poprawę tej sytuacji? Akcja „Daj znak”, w której chodzi o to, żeby pieszy, który chce przejść przez jezdnię podniósł rękę do góry. Po co? Nie wiem, może żeby pokazać kierowcy, że naprawdę chce przejść, a nie, że tylko tak sobie stoi przy pasach. Podobno chodzi o lepszą widoczność pieszego, ale moim zdaniem to zabieranie się do problemu od totalnie złej strony.

Przede wszystkim akcja jest nakierowana na ofiary, a nie sprawców wypadków. Ja wiem, że to dużo łatwiejsze niż walka z kulturą szybkiej jazdy i prymatem samochodów, ale takie podejście nie rozwiąże żadnego problemu. Działania trzeba kierować przede wszystkim na kierowców, którzy nieustępują pieszym na pasach, co powoduje tragedie. Pewnie są tego różne powody – m.in. zbyt szybka jazda, nieuwaga, rozmowa przez przez telefon czy słabo oświetlone przejście. Whatever. Ale to zwykle nie piesi są winni temu, że zabijają ich kierowcy.

Teraz niestety dominuje prawo silniejszego i nawet te mizerne przywileje, które piesi mają, nie są respektowane. Był pomysł nowelizacji prawa o ruchu drogowym, który dawał pieszemu pierszeństwo przed przejściem, ale Senat poprzedniej kadencji ten pomysł odrzucił. W efekcie pieszy ma pierwszeństwo tylko na przejściu.

Wydaje mi się, że paradoksalnie liczbę wypadków z udziałem pieszych zmiejszyłaby jeszcze większa liberalizcja prawa dla nich. Oczywiście w obecnej sytuacji politycznej możemy o tym tylko pomarzyć. Więc zróbmy to. Wyobraźmy sobie, że pieszy może przechodzić (to nie znaczy, że ma pierwszeństwo) przez jezdnię poza przejściem. Że może przekroczyć każdą drogę poza autostradą i jeszcze kilkoma wyjątkami. Ale że z przechodzeniem przez taką typową ulicę w mieście nie ma żadnego problemu. Ba, może nawet przejść na czerwonym świetle, jeśli nic nie jedzie. Nawet nie musiałoby to być do końca legalne, wystarczyłoby, żeby policja nie karała za takie wykroczenia. Koszmar? Myślę, że wbrew pozorom zmniejszyłoby to liczbę wypadków, bo kierowcy musieliby bardziej uważać i wolniej jeździć. Zanim powiecie, że zwariowałem, zobaczcie jak to działa w wybranych krajach europejskich, w których ginie znacznie, ale to znacznie mniej pieszych niż u nas.

W Belgii piesi muszą używać zebry jeśli znajduje się mniej niż 100 metrów, od miejsca, gdzie chcą przejść, podobnie jest w Polsce. Natomiast jeśli samochód potrąci pieszego to zawsze odszkodowanie jest wypłacane z ubezpieczenia kierowcy, nieważne czyja była wina. W Finlandii mogą legalnie przechodzić przez każdą ulicę poza autostradą, a dodatkowo auta zawsze muszą im ustąpić pierwszeństwa na pasach. Podobnie jest we Francji. W Niemczech mogą przechodzić przez jezdnię wszędzie, chyba, że do 40 metrów obok znajduje się przejście. W Danii, Szwecji i Norwegii piesi mogą przechodzić, gdzie chcą, nawet na czerwonym świetle, jeśli akurat nie ma samochodów. Zresztą podobnie traktowane jest czerwone światło w Wielkiej Brytanii. Tam samochody muszą również ustąpić pieszym, którzy chcą wejść na przejście.

Różne kraje i różne zasady, ale wszystkie wymienione podchodzą do pieszych dużo liberalniej, niż my. Wychodzą z założenia, że ponieważ piesi są tymi słabszymi uczestnikami ruchu, to trzeba ich bardziej chronić. Nie zrozumcie mnie źle – nie chcę, żeby piesi wbiegali mi na jezdnię niespodziewanie i stwarzali zagrożenie. Chcę, żeby mieli więcej praw i żeby kierowcy bardziej na nich uważali. Akcja „Daj znak” tu nie pomoże.

Zdj. Miastamaniak

Ostatnie wpisy

Archiwa