Płatne parkowanie jest spoko

Czas czytania w minutach:2

Bardzo dobra informacja z Rzeszowa – po 12 latach przerwy do centrum wraca strefa płatnego parkowania. Nie było innego wyjścia – w mieście, które ma 190 tys. mieszkańców, zarejestrowanych jest ponad 100 tys. samochodów. Drugie tyle przyjeżdża codziennie z okolicznych miejscowości. Dotychczas te 200 tys. aut mogło bez przeszkód parkować w każdym miejscu. Teraz władze, przez wprowadzenie opłat, chcą odciążyć centrum i sprawić, by parkowanie tam było trudniejsze.

Nie będę się rozpisywał o tym, dlaczego usuwanie aut z centrów miast lub utrudnianie im wjazdu to dobry ruch. Poczytacie o tym np. tutaj. To, co ciekawego wprowadzono przy okazji w Rzeszowie, to system informowania o wolnych miejscach parkingowych. Przy wjazdach do strefy płatnego parkowania umieszczono 12 tablic pokazujących, w którą z najbliższych ulic warto wjechać, by uniknąć marnowania czasu w poszukiwaniu miejsca. Da się to też sprawdzić na stronie internetowej.

Można się oczywiście przyczepić, że nie jest to rozwiązanie idealne. Główny zarzut dotyczy tego, że system opiera się wyłącznie na informacjach z parkomatów. To znaczy, że samochody, na które jest wykupiony abonament postojowy albo takie, których postój opłacono przez aplikację mobilną, nie są w ogóle uwzględniane w systemie. Czyli teoretycznie miejsce może być oznaczone, jako wolne na tablicy, a de facto będzie zajęte przez samochód z wykupionym abonamentem. Ja bym jednak chciał się skupić na pozytywach, bo to zdecydowanie krok w dobrym kierunku.

Przede wszystkim informacja, że nie ma wolnych miejsc, może zniechęcić do wjazdu do strefy. Czyli część samochodów, która normalnie ruszyłaby w poszukiwaniu miejsca do zaparkowania, zrezygnuje z tego zamiaru. Ci, którzy jednak muszą wjechać, po pierwsze będą płacić, a więc będzie motywacja, żeby jak najszybciej to miejsce zwolnić, a po drugie zostaną od razu skierowani tam, gdzie obłożenie jest mniejsze. Mieszkańcy centrum Rzeszowa tylko na tym zyskają.

Kolejny krok to uszczelnienie systemu i pewnie czujniki umieszczone pod każdym miejscem parkinowym, tak jak to jest np. niektórych w galeriach handlowych. To da dokładniejsze informacje o wolnych miejsc. I jeszcze przydałaby się aplikacja mobilna, która będzie kierowała do najbliższego wolnego miejsca. Dobra robota Rzeszów, tak trzymać!

zdj. Wikipedia

Ostatnie wpisy

Archiwa

  • Świetny pomysł z tą mapą dostępności miejsc, przydałby się taki w każdym mieście!
    Same strefy płatnego parkowania popieram, choć skłamałabym mówiąc, że ucieszę się z utworzenia takiej akurat pod moim domem 🙂
    Uważam tylko, że tworząc takie strefy (a raczej, niezależnie od stref, wszędzie tam gdzie chce się ograniczyć ruch) miasto powinno jednocześnie zadbać o odpowiednią alternatywę w postaci komunikacji miejskiej. Nie wszystkich to przekona, ale zawsze wybija się części osób argument pt. „nie mam jak inaczej tam dotrzeć”.

    • miastamaniak

      No co Ty, strefa pod domem jest super! Abonament dla mieszkańców jest tani, więc bez problemu zaparkujesz, a dzięki strefie masz mniejszy ruch pod oknem! 🙂

      • Dla właścicieli nieruchomości sprawa jest pewnie prosta. Gorzej, jeśli ktoś tak jak my mieszkanie tylko wynajmuje, nie mając w nim zameldowania. Nie twierdzę, że nie da się tego załatwić, ale zawsze to stos dodatkowych utrudnień i biegania po urzędach. W niektórych miastach (zdaje się, że np. w Warszawie) brak notarialnej umowy albo zameldowania w ogóle wyklucza prawo do abonamentu.
        W przypadku mojej okolicy nie sądzę, żeby SPP wiele poprawiła. Jakoś nie wyobrażam sobie sąsiadów masowo pozbywających się samochodów 🙂

        • miastamaniak

          Ja w Krakowie wynajmowałem mieszkanie w strefie i bez problemu miałem abonament – wystarczyły dwie wizyty w urzędzie – jedna, żeby się zameldować tymczasowo (nie jest wymagana zgoda właściciela mieszkania, wystarczy przyjść do urzędu z umową), a druga wizyta to w biurze płatnego parkowania, ale teraz to już można zrobić online 🙂

          • O, w takim razie punkt dla Krakowa 🙂 Kilka lat temu meldowałam się, również tymczasowo, u rodziny w Gdyni i to był jakiś dramat, musiał być akt notarialny, i jeszcze się kłóciłam z babką żeby uznała wydruk z ksiąg wieczystych online zamiast odpisu z pieczątką urzędu. Oni chyba mają jakiś fetysz na punkcie tych pieczątek 🙂