Darmowa, bo ma sponsora?

Przy okazji wpisu o bezpłatnej komunikacji zadałem kilku polskim miastom pytanie, jakie są wpływy ze sprzedaży biletów, czyli ile by trzeba dołożyć z budżetu, by mieszkańcy w ogóle nie płacili za przejazdy. Sprawdźcie, gdzie są największe szanse na legalną jazdę za darmo.

Zapytałem siedem miast, jakie są roczne wydatki na komunikację publiczną i jakie są wpływy ze sprzedaży biletów. Odpowiedziały mi dwa: Kraków i Lublin. Reszta nie zareagowała na pytanie albo miło przekierowała mnie w inne miejsce, na czym kontakt się urwał. Dlatego tym bardziej dziękuję Katarzynie Szczygieł z Zarządu Transportu Miejskiego w Lublinie i Michałowi Pyclikowi z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie.

Bardzo mnie zaskoczyły różnice w tych dwóch miastach: Lublin zaplanował na 2013 r. ok.  13 mln zł na komunikację publiczną. Jednocześnie w 2012 r. dochód ze sprzedaży biletów wyniósł 72 940 zł. Kraków z kolei zaplanował na ten rok 408,9 mln zł na komunikację publiczną,  a przewidywane wpływy z biletów to 266,7 mln zł.

Pierwszy wniosek: Lublin, który ma co najmniej dwa razy mniej mieszkańców niż Kraków, wydaje na komunikację publiczną 31 razy mniej środków. Szokuje też różny przychód z biletów: 266 mln zł w stosunku do 73 tys. zł. Jeśli to nie jest pomyłka, to te różnice są bardzo ciekawe. Być może ważne jest to, że w przypadku  Lublina mamy „dochód”, a przy Krakowie „wpływy” z biletów i tych dwóch danych nie powinniśmy porównywać –  jeśli tak, proszę miasta o korektę.

Jest też inny wniosek – znacznie łatwiej wyłożyć z budżetu miasta 73 tys. zł i pozwolić mieszkańcom nie płacić za bilety niż znaleźć dodatkowe 266 mln, jak by to się musiało stać w Krakowie. Słusznie napisał mi Michał Pyclik z ZIKIT: Reasumując należy stwierdzić, że rozwiązanie zastosowane w Tallinie daje niewątpliwie pewne korzyści, lecz jest rozwiązaniem bardzo kosztownym dla miasta, które nie pozostawałoby bez wpływu na realizację innych zadań. Prawdopodobnie z tego powodu na takie rozwiązanie jak w Tallinie nie decydują się dużo „bogatsze” od Krakowa miasta, jak chociażby Sztokholm, Goeteborg czy Oslo, w których przywiązuje się bardzo dużą wagę dla idei zrównoważonego transportu. Uwzględniając wszystkie powyższe uwarunkowania, obecnie nie przewiduje się wprowadzenia w Krakowie bezpłatnej komunikacji miejskiej.

Wracając do Lublina – 73 tys. zł, to 6 tys. zł miesięcznie. Mało, wystarczy znaleźć sponsora na taką kwotę i darmową komunikację można wprowadzić od jutra. Jeśli to zbyt duża terapia szokowa, to może na początek „darmowe miesiące”? Jeśli znajdzie się sponsor, jeździmy za darmo, jeśli nie, to płacimy! Oh, co by to była za promocja – pierwsze miasto w Polsce z darmową komunikacją publiczną!

zdj. Facebook, profil MPK w Krakowie

Ostatnie wpisy

Archiwa